Archiwum

Odpieprzcie się od mojej brody!

By  | 

W tym roku skończyłem trzydzieści pięć lat. Brodę noszę od kiedy skończyłem jakieś dwadzieścia, może dwadzieścia jeden. Nie wiem dokładnie, dlaczego. Prawdopodobnie została we mnie trauma po pierwszym goleniu. Wyglądało to w ten sposób, że ojciec wręczył mi jednorazową maszynkę, powiedział co pod jakim kątem gdzie, ale zapomniał powiedzieć, że przedtem nakłada się na zarost piankę do golenia. Efekt był taki, że ogoliłem się nierówno, a skóra twarzy piekła mnie jak diabli. Poza tym ci, co się golą, robią to rano. Ja rano przez jakieś półtorej godziny od obudzenia się, jestem nieprzytomny i bez dwóch kaw nie wychodzę z domu ani nie podejmuję żadnych aktywności wymagających skupienia, czego niestety golenie wymaga. Być może też z lenistwa, być może z wygody, a może dlatego, że mając tylko dwadzieścia lat, chciałem sobie ich trochę wizualnie dodać.

Przez te lata przewinęło się przez moją twarz dużo różnych stylizacji. Broda taka, taka dłuższa, oooo taka długa, bródka kozia, wąsy krótkie, wąsy długie, bokobrody – pełen katalog. One mają pewnie wszystkie jakieś branżowe fryzjerskie nazwy, o których ja nie mam pojęcia. Od dobrych noszę pełną brodę, natura nie poskąpiła mi zarostu na twarzy, wyjątek zrobiłem na jeden sezon, kiedy Viva!Moda napisała, że brodzie na razie dziękujemy. Wtedy nosiłem wąsy. Na portalach randkowych często czytałem wiadomości typu „sorry, nie lubię kolesi z zarostem”. Trudno, brodę nosiłem dalej. Mając taaaaaką długą brodę, wysłuchiwałem setek debilnych komentarzy od znajomych, którzy czuli się w obowiązku zająć stanowisko w tej sprawie. Wspaniała inspiracja, na tej podstawie zrobiłem jedną pracę wideo, dostałem za nią piątkę na ASP i jakieś wyróżnienie na jakimś festiwalu. Wymyślałem też kampanię społeczną o roboczej nazwie „Beard Liberation Front”, niestety tylko na wymyślaniu się skończyło. Nie wyobrażam już sobie siebie bez brody, chociaż pojawiają się w niej już pojedyncze siwe włosy.

Do czego zmierzam? Do mody na brody. Nie wiem, czy mnie to cieszy, czy nie, średnio mnie to obchodzi. Ale broda urosła do rangi jakiegoś fetyszu i to mnie przeraża. Na facebooku mnożą się fan pejdże typu Beards.org, Brodacze, Gay Boys With Beards i takie tam. Noszenie lub też nienoszenie brody stało się kwestią polityczną. Broda stała się nieodzownym atrybutem takiego typu mieszkańca dużego miasta, którego pisma starające się być opiniotwórcze określają mianem hipstera. Fryzjerzy nareszcie zauważyli, że przychodzą do nich brodaci klienci, pojawił się w Warszawie salon wyspecjalizowany w pielęgnacji brody, tak samo jak pojawiły się przeznaczone do niej kosmetyki (co mnie akurat cieszy, przed eksplozją tej mody rozmawiałem z pewnym znanym fryzjerem, właścicielem zabójczej brody i na pytanie o kosmetyki do niej usłyszałem „a wiesz, że nie wiem? a powinienem, bo to moja branża”). W internecie można nabyć koszulki z napisami dotyczącymi brody i odpowiednimi rysunkami. Na tych samych portalach randkowych, o których wspominałem wcześniej, pojawiają się opisy „szukam brodacza” itp. W internecie krążą zdjęcia chłopaków, którzy wkładają sobie w brody różnokolorowe kwiatki. Na portalach lajfstajlowych wysyp artykułów, w których obwieszcza się na przemian i triumfalnie wielki powrót brody albo zupełnie przeciwnie – broda wychodzi z mody. Artykuły z zestawieniami, czy temu celebrycie lepiej jest z brodą czy lepiej było bez niej. Memy o brodach. 10 powodów, dla których mężczyzna powinien zapuścić brodę. 20 powodów, dlaczego kobiety kochają brody. 30 powodów, dlaczego na Coxy lepiej przyjść z zarostem niż bez. Brodate drag queen z Amsterdamu i Berlina, no i oczywiście Conchita Wurst.

Kiedy Woodkid zgolił brodę i zostawił sobie wąsy, na fejsie zapanowało dziwne poruszenie. Czyżby broda właśnie przestała być modna? Czy teraz panowie mają przerzucać się na wąsy? A jeśli na wąsy to na jakie? Nie mam już pomysłów, siedząc pod Planem B i obserwując brodatych chłopaków komentuję sobie w myślach „taką już miałem, taką też, i taką, a taka jest brzydka”. Jutro dzwonię umówić się na wizytę u Pascala, może on coś wymyśli, jestem otwarty na eksperymenty. Na ostatniej imprezie w Blok Barze przy wejściu można było wybrać i przykleić sobie odpowiedni tekst. Wybrałem trzy: tani, łatwy oraz singiel. Ale do wyboru był jeszcze drwal. Oczywiście brodate chłopaki oklejały się naklejką z tekstem ‚drwal’. Nie jestem drwalem. Po prostu noszę zarost na twarzy. Przyjaciółka, która projektuje kosmetyczne kampanie reklamowe za naszą wschodnią granicę, powiedziała mi kiedyś, że tam broda nie przejdzie, że kojarzy się z marginesem społecznym, z bezrobotnymi i bezdomnymi, mężczyzna sukcesu to mężczyzna ogolony. Na nieogolonego kobieta nie spojrzy. No cóż, nie za bardzo mi zależy na kobiecych spojrzeniach, a za wschodnią granicę i tak potrzebuję wizy, którą nie wiem, jak załatwić. Zajrzałem do archiwum Wysokich Obcasów. W 2008 roku pisano tam „dla 74% kobiet nieogolona twarz mężczyzny jest nie do przyjęcia” a wyniki sondy pod artykułem potwierdzają tylko cytowane statystyki. W 2013 roku pojawia się fotograficzne portfolio o nazwie „Brodacze”, w którym różni mężczyźni w różnym wieku opowiadają o swoich brodach. Wot, jest i zmiana. Czy w Dynastii albo Modzie Na Sukces występował jakiś brodaty bohater? Nie pamiętam. A iloma brodatymi hashtagami opisuje na instagramie swoje selfies mój znajomy? Wieloma. Bardzo wieloma.

Pomyślałem o modzie na brody w kategoriach emancypacji. Postępowanie emancypacyjne zakłada działanie wbrew utartym lub też zalegalizowanym prawnie stereotypom i normom społecznym. Spłaszczając historię można powiedzieć, że sufrażystki chciały na uniwersytety, czarni w USA chcieli siedzieć z przodu autobusu, a lesbijki i geje chcieli trzymać się za rękę w miejscach publicznych. Może ta cała jałowa lajfstajlowa dyskusja o brodach ma podłoże emancypacyjne? Feminizm jest przecież faktem. Wszystkie trzy jego fale. Można go akceptować, popierać, negować, udawać, że się go nie widzi, korzystać z jego zdobyczy, a jednocześnie negować (patrz: akcja „Women Against Feminism”), promować, nie rozumieć i przeinaczać jego idee (patrz: Fronda), ale jego znacząca rola we współczesnym świecie jest faktem i wypadałoby mieć do niego jakiś stosunek. Po kolei emancypują się kolejne dyskryminowane grupy społeczne, a na końcu zostają biali heteroseksualni mężczyźni, dla których świat już nie będzie taki sam. I to oni muszą na nowo się określić, bo czas macho jest czasem przeszłym. Co to ma wspólnego z goleniem się lub nie? Radykalne feministki w latach 60-tych zrywały z kulturowym przymusem depilacji tłumacząc to tym, że kobiety golą nogi i pachy po to, żeby spełnić oczekiwania innych, a nie swoje. Czy tak samo jest w wypadku współczesnego brodatego faceta, który przestaje się golić? Że zrywają z przymusem bycia wymuskanym, żeby wrócić do korzeni i określić się na nowo? Ja tego nie wiem, nie jestem socjologiem, ale bardzo bym chciał przeczytać jakąś analizę różnic w poglądach na wszelakie równouprawnienie w dwóch grupach kontrolnych: brodaci kontra ogoleni. Czy brodaty facet to feminista? Jak często golą się prawicowcy? Dlaczego nie mamy brodatych polityków (Macierewicz to nie polityk, to wariat)? Co się takiego stało, że kiedy lądowałem w Utopii moja broda budziła niesmak, a teraz na Coxy budzi pożądanie?

Podsumowując: brody są. Są coraz bardziej. Fakt, że na ich temat jest tyle skrajnie różnych wypowiedzi, tylko podkręca tę całą medialną okołobrodową paranoję. Tak jak kiedyś spódniczki mini i kostium bikini. Bardzo się z takiego obrotu sprawy cieszę, bo to moim zdaniem oznacza, że facetom coś (w tym wypadku: codzienne golenie) zostało odpuszczone. Może to znak jakiegoś przełomu, a może nie, nie mam pojęcia. Mam tylko jedną prośbę. Odpieprzcie się od mojej brody. Przestańcie mi pisać na fejsie pod moimi zdjęciami „zgól brodę” oraz „broda jest już niemodna” i takie tam. Nie zgolę. Moje święte prawo. A tak naprawdę to bez brody wyglądam jak Terlikowski i bardzo się tego wstydzę.

wadowice24