Uncategorized

Dziewięć miesięcy bez Pudelka

By  | 

Pedały plotkują. A Pudelek to najbardziej tęczowy ze wszystkich portali plotkarskich. Czytanie tego to jak nałóg. Czy jednak da się bez tego żyć i co to właściwie za życie?

Ten rysunek na górze to moje postanowienia noworoczne sformułowane 14 stycznia. Niektórzy 14 stycznia wracają już do palenia papierosów albo zrywają z kolejną dietą cud, ja postanowiłem przemyśleć sprawę gruntownie i nie tak lekkomyślnie jak co niektórzy. Prawdę mówiąc zupełnie o tych postanowieniach zapomniałem, więc z realizacją trochę cienko, ale udało się chociaż jedno. Przez dziewięć miesięcy nie zaglądałem na Pudelka. I nie tylko! Na Pudelka, Plotka, Afterparty, Gala.pl, Kozaczka i takie tam inne. Koniec z plotami, powiedziałem sobie. Prawdę mówiąc trochę się tego bałem, myślałem, że będą mi drżały ręce, będę się pocił i nie będę mógł spać (a ile razy zdarzało mi się zasnąć z laptopem w łóżku, kiedy czekając aż Stilnox zacznie działać przeglądałem kolejne newsy i jakieś ludzkie tragedie), ale wyszło całkiem bezboleśnie. Najgorsze były momenty, kiedy ktoś znajomy wrzucał na Facebooka linka do jakiegoś teoretycznie ciekawego artykułu. O nie, to jak zapraszać kogoś z grupy AA na wieczór kawalerski. Parę razy byłem o krok od kliknięcia. Jednak udało się. „W co ubrane gwiazdy na imprezie X” – ręce drżały, ale byłem dzielny. „Znana aktorka Joanna L. spowodowała wypadek”, „Dariusz K. pod wpływem narkotyków…” i tak dalej. Serio, nie wierzyłem, że mi się uda. Przecież to wszystko takie ciekawe. Spodziewałem się najgorszego, że przestanę być na bieżąco, że nie będę wiedział, z czego ludzie się śmieją na imprezach albo nie zrozumiem jakichś memów.

Niestety doszło do tego, że kiedy na okładce pewnego dwutygodnika pojawiła się pewna znana osoba (domyślam się, że była znana), nie wiedziałem o kogo chodzi i nie potrafiłem skojarzyć jej z niczym. Oglądanie okładek dwutygodników i tygodników – z tym niestety nie potrafiłem się rozstać. Był to dla mnie taki test, czy jestem na bieżąco, czy nie. W końcu na wszystkich zawsze pojawia się w końcu Justyna, Edyta, Katarzyna czy Krzysztof. Kiedy zobaczyłem okładkę, na której była Iwona – no niestety. Nie wiedziałem. Zrobiłem mały test – przy okazji spotkania z koleżanką w kafeterii jednego z wydawnictw, w którym pracowałem, spytałem się jej – kim jest ta Iwona? Ona na to, że to była dziewczyna jednego piłkarza. Pomyślałem – oho, wypadłem z obiegu. Pożegnaliśmy się, wyszedłem, a ona dzwoni do mnie mówiąc, że to nie była dziewczyna tylko obecna i nie piłkarza tylko aktora. Heh. Widać nie tylko ja nie jestem na bieżąco.

Przez te kilka miesięcy próbowałem dotrzeć do fenomenu popularności takich portali. Skąd to się właściwie bierze? Dlaczego tak ugrzęzłem, że zerwanie z tym nałogiem było de facto jakimś problemem? Kiedy pracowałem w jednym dwutygodniku, lektura Pudelka była lekturą obowiązkową, trzeba było sprawdzać skąd Pudelek miał takie a nie inne zdjęcia i dlaczego my ich nie mamy. Cóż, taka praca. Ale po co, jeśli się pracuje w internetowej galerii sztuki, czytać je nadal? Albo po jaką cholerę, skoro się pisze pracę magisterską o sztuce krytycznej, zaglądać tam dla „relaksu”? Nasunęło mi się kilka pytań: czy mnie naprawdę interesuje życie prywatne kilkudziesięciu przewijających się na językach celebrytów? Nie. Czy interesuje mnie kto jak przyszedł ubrany na jakąś imprezę? Jeśli chodzi o polskie imprezy to raczej nie. Czy są tam podawane jakieś tajemne informacje, które pomogą mi zmienić życie z chujowego na lepsze? Nie. Czy jest to idealny sposób na nudę? Tak. Czy jest to forma zabijania czasu pod pozorem czytania czegoś ciekawego w internecie? Tak. I to jest chyba sedno sprawy, przynajmniej w moim wypadku.

Jak się żyje bez Pudelka? Jakoś się żyje. Pozostaje style.com, bezuzyteczna.pl, albo piano.pl. Przy okazji odkryłem filmowe archiwum YouTuba, ponad setkę dokumetów o Holokauście i generalnie kanały z filmami dokumentalnymi na każdy temat. A jak to brzmi! Na pytanie „co robisz” zamiast „siedzę na pudelku” odpowiada się „oglądam Pamięć Obozów na YouTube”. Plus sto do lansu. Minus pięćdziesiąt do „nie snobuję się na inteligenta”. Zero do pozycji „jak zabić wolny czas żeby nie sprawiać wrażenia znudzonego”. Po co mi to było? Nie wiem. Ale w końcu obejrzałem „Pamięć Obozów” i wszystkim to polecam.

wadowice24